sobota, 19 września 2015

Rozdział 6. Nigdy, przenigdy nikt nie wylądował przeze mnie w szpitalu.

     Wzrok każdej osoby znajdującej się w sypialni Zayna, skierował się w stronę moją i Nicole. Krępującą cisze przerwała Victoria.
- Myślałam,że już nie przyjdziecie! To jest moja kuz...
Dziewczyna nie zdążyła dokończyć, bo przerwał jej Zayn.
- Zaraz przedstawimy twoją kuzynkę, ale najpierw niech Nicole już wyniesie się z tego pokoju. Harry zapomniał wam powiedzieć, że zerwał z nią. - Zdenerwował się Zayn na widok błękitnookiej.
Nicole miała już wychodzić, ale chwyciłam ją za nadgarstek.
- Po pierwsze sama umiem się przedstawić. - Uśmiechnęłam się ironicznie do chłopaka. - A po drugie Nicole tu zostaje, bo nawet po tym jak zerwała z Harrym ma całkowite prawo tu być. W końcu przez jakiś czas należała do waszej paczki i zaprzyjaźniła się z wami. Poza tym Victoria bardzo ją lubi i chciałaby, żeby Nikki tu była, prawda Tori?
Wszyscy patrzyli na nas i nikt nie próbował się odezwać. Wiedziałam, że Tori i Nicole mogła wcale nie łączyć jakaś przyjaźń, czy coś w tym stylu, ale dziewczyna potwierdzi wszystko co mówię, bo zapewne dziadkowie kazali być jej dla mnie miłą.
- To prawda, Zayn. Wolałabym, żeby Nicole dalej była w naszej paczce. - powiedziała Victoria, patrząc w podłogę.
- Yhh... no dobra. Wszystko czego sobie życzysz, skarbie. - Uległ w końcu chłopak.
Skończyliśmy na tym temat i wraz z Nikki usiadłyśmy na podłodze.
- Skoro skończyliśmy tę kłótnię, to pozwól jednak, że ja cię przedstawię Emmo. - Uśmiechnęła się Vic. - To jest moja kuzynka Emma Carter. Od teraz należy do naszej grupki i będzie chodziła do naszej szkoły.
Uśmiechnęłam się. Dziewczyna siedząca obok Tori, odezwała się.
- Jestem Natalie. - kontynuowała. - Dalej siedzi Niall, Harry, Zayn, Liam, siostra Liama - Lily, Louis, Josh i Luke. (postacie można zobaczyć w podstronie na blogu)
- Miło mi was poznać. - powiedziałam.
- Tak dla bliższego zapoznania zagramy w butelkę. - powiedziała Lily, a ja przytaknęłam.
Wszyscy zamilkliśmy i gra rozpoczęła się. Pierwsza kręciła Victoria. Wypadło na siostrę Liama - Lily, a Tori uśmiechnęła się.
- Prawda czy wyzwanie? - Zapytała.
- Wyzwanie. - odpowiedziała czerwonowłosa.
- Zaczniemy od czegoś prostego. - Zaśmiała się Tori. - Pocałuj Josha!
Blondyn oblizał wargę i uśmiechnął się, za to dziewczyna trochę sie zarumieniła. Całą sytuację obserwował jej brat, któremu najwidoczniej się to nie podobało. Lily przybliżyła się do chłopaka i nieśmiało pocałowała go w usta, ten jednak przysunął ją bliżej i całowali się bardziej namiętnie. Liam tylko przewrócił oczami i odwrócił się w drugą stronę.
Teraz przyszła kolej Lily. Zakręciła butelką i oczywiście musiało wypaść na mnie. Wzięłam głęboki wdech i powiedziałam:
- Niech będzie pytanie.
- Hmm... ilu miałaś chłopaków? - zapytała dziewczyna.
Ufff... spodziewałam się czegoś gorszego, ale na szczęście Lily nie była głupia i zadała w miarę normalne pytanie.
- Dwóch. - odpowiedziałam.
- Tak mało?! - Zdziwił się Niall.- Nie wierze!
- No to uwierz. - Zaśmiałam się.
- Ale dalej z kimś chodzisz? Czy jesteś do brania? - zaczął wypytywać blondyn.
- Jak zakręcisz butelką i na mnie wypadnie to się dowiesz. - Mrugnęłam do niego.
Chwyciłam szklanką butelką i zakręciłam nią tak mocno jak tylko mogłam. Wypadło na Harry'ego.
- Niech będzie pytanie. - powiedział i poprawił swoje ciemne loki.
Wiedziałam dobrze o co zapytać.
- Czy jeśli twój najlepszy przyjaciel prosiłby cię o coś czego nie chciałbyś zrobić, zrobiłbyś to? - Uśmiechnęłam się do niego.
Harry był zakłopotany. Wydaję mi się, że dobrze wiedział, że chodzi mi o Nicole. Wszyscy patrzyli na niego i oczekiwali odpowiedzi. Chociaż nie wszyscy. Jedna osoba patrzyła na mnie, jakby chciała mnie zniszczyć. Był to Zayn.
- Z-z-zależy o co by chodziło. - Starał się wymigać Harry.
- O coś czego byś nie chciał zrobić, np. zerwać z kimś kontakt. Odpowiedz tak lub nie. - powiedziałam.
Teraz chyba już wszyscy zaczaili, że chodzi o zerwanie z Nikki.
- Nie. - skłamał. - To ja decyduje o tym co robię w życiu.
Nicole opuściła głowę, a wszyscy przeszli do dalszej gry. Tym razem Harry miał zadać pytanie lub dać wyzwanie Nicole. Sytuacja zrobiła się dziwna i Zayn przerwał grę.
- Nudzi mnie to. - powiedział. - Nie lepiej zagrać w coś ciekawego, typu 7 minut w niebie lub nigdy przenigdy?
- Ooo tak! Nigdy przenigdy będzie genialne! - ucieszył się Louis.
Wszyscy również ucieszyli się na myśl o grze w nigdy przenigdy, więc rozpoczęliśmy. Dobrze znałam zasady tej gry, bo widziałam kiedyś w jakimś serialu. Niezbyt podoba mi się pomysł grania w to, bo nie chcę zbyt dużo zdradzać. Po kolei każda osoba mówi nigdy, przenigdy czegoś tam nie robiłam i ten kto to robił musi wypić kieliszek wódki.
Kiedy wszyscy dostaliśmy już po 11 kieliszków z wódką, rozpoczęliśmy grę od Liama.
- Nigdy, przenigdy nie całowałem się z nikim z tego pomieszczenia. - powiedział chłopak.
 Napili się wszyscy oprócz mnie. No cóż, ciężko by mi było się tu z kimś całować, skoro dopiero ich poznałam. Następnie przyszła kolej na Lily.
- Nigdy, przenigdy nie zraniła mnie osoba płci przeciwnej. - powiedziała dziewczyna.
Wypiło dosyć sporo osób. Victoria, Niall, Nicole, Harry, Natalie,ja i oczywiście Lily. Kiedy wypiłam swojego kieliszka, Zayn zmierzył mnie wzrokiem. Widać, że nawet Vic została zraniona, hmm... ciekawe przez kogo. Kolejny był Louis.
- Nigdy, przenigdy nikt nie wylądował przeze mnie w szpitalu. - posmutniał chłopak i wypił swój kieliszek.
Spoglądałam na każdą osobę i sama również postanowiłam wypić. Oprócz mnie i Louisa nikt tego nie zrobił. Byłam ciekawa, dlaczego Louis spowodował, że ktoś był w szpitalu, jednak nie zamierzam o to pytać, bo sama nie chciałam, aby ktoś pytał mnie o tą rzecz.
Wszyscy patrzyli na mnie i na Louisa, do puki Josh nie zaczął grać dalej.
- Nigdy, przenigdy nie robiłem malinki. - Zaśmiał się chłopak i wypił wódkę.
- No proszę cię, Josh! Przecież każdy kiedyś zrobił malinkę. - powiedział Zayn.
Wow! Pierwszy raz się z nim zgadzam. Nawet ja robiłam kiedyś chłopakowi malinkę. Wszyscy wypili. Kolejne rundy były bardzo nudne, dopóki nie przyszła kolej Zayna.
- Nigdy, przenigdy nie myślałem o to, aby kogoś zabić. - Uśmiechnął się i wypił zawartość kieliszka.
Nikt nie pił, a ja nie wiedziałam co mam zrobić. Stwierdziłam, że będę szczera i wypiłam wódkę. Kurde, byłam chyba osobą, która wypiła dzisiaj najwięcej. Nagle ujrzałam mroczki przed oczami i wszystko zaczęło robić się czarne. Poczułam jak moje ciało uderza o podłogę.

Siedziałam na krześle w szpitalu. Nie mogłam się doczekać, kiedy w końcu dowiem się czegoś o życiu Logana. To bardzo bolało patrząc na jego rodzinę, która siedziała jak najdalej ode mnie i nie chciała mnie znać. Czułam się wtedy taka samotna, ale zasłużyłam na to. On za to nie zasłużył na te tygodnie spędzone w śpiączce, a to wszystko jest moją winą. Teraz kiedy nie wiem czy przeżyje operację, czuję się jeszcze gorzej. Nie mam pojęcia co zrobię jeśli on umrze. Nagle ujrzałam, jak do rodziców Logana podszedł lekarz. Wstałam z krzesła i chciałam już tam iść, ale stwierdziłam, że poczekam i dowiem się od nich. Długo czekać nie musiałam. Matka Logana zdenerwowana i zapłakana podeszła do mnie i zaczęła szarpać moim ramieniem.
- To wszystko twoja wina!!! - krzyczała. - Co on ci zrobił?! Dlaczego zabiłaś mojego syna?! Dlaczego?
Zaczęłam płakać jak wariatka.
- Ja... ja... ja nie chciałam. Spanikowałam, nie wiedziałam jak mam się zachować! - Płakałam coraz bardziej.
- Spanikowałaś?! - Popchnęła mnie kobieta. - Jesteś zwykłą szmatą i zapłacisz za wszystko! Spotkamy się w sądzie.
Kiedy kobieta odeszła, ja pobiegłam w stronę wyjścia. Błąkałam się po najcichszych ulicach Londynu, płacząc. Od czasu do czasu napotykałam jakiegoś człowieka, który patrzył na mnie jak na wariatkę. Tak jest najprościej. Oceniać ludzi, których się nie zna i nie przejmować się tym co ich spotkało. 



środa, 26 sierpnia 2015

Rozdział 5. ,,Nie wiem kim jesteś i dlaczego tak bardzo chcesz mi pomóc"

     Po piętnastu minutach byliśmy już na miejscu.Wszyscy wysiedliśmy z auta,a Victoria szepnęła coś na ucho Daniela. Następnie on wszedł do środka, a kuzynka zwróciła się do mnie.
- Nareszcie jesteśmy same i mogę ci coś powiedzieć - powiedziała dziewczyna.
- O co chodzi? - zapytałam bez żadnych emocji w głosie.
- O 21;00 idź do sypialni Zayna. Jest to pierwszy pokój po lewej stronie na piętrze. Moi przyjaciele i ja mamy tam takie spotkanka na każdej imprezie, od dzisiaj i ty do nich należysz. - Uśmiechnęła się.
- Dobrze, przyjdę. - Odwzajemniłam uśmiech i pożegnałam się na chwilę obecną z Victorią.
Weszłam do domu chłopaka mojej kuzynki i znalazłam się w przedpokoju. Dom był dosyć spory i ładny. W holu, w którym właśnie stałam, można było zostawić jakieś ubrania, np. kurtkę. Z tego co widziałam to dużo osób tak zrobiło, więc chyba nie musiałam się bać, że ktoś ukradnie mi moją czarną skórę. Powiesiłam ją na jednym z wieszaków i udałam się dalej. W przedpokoju z prawej strony były łuki drzwiowe, którymi można było przejść do jadalni, kuchni i salonu. Po lewej stronie były drzwi do łazienki i jeszcze jakiegoś pokoju. Nie wiedziałam jeszcze jak jest na piętrze, bo zdecydowałam się udać na początku do głównego pomieszczenia, gdzie była większość ludzi, czyli salonu. 
Ciężko byłoby zliczyć chociaż połowę ludzi, których tam widziałam. Nie wierzyłam w to,że Zayn zna, aż tyle osób,pewnie zaprosił całą okolicę.
Między ludźmi przeciskały się kelnerki, które trzymały w ręce tace i roznosiły drinki. Postanowiłam wziąć jednego i podejść do wolnego stolika przy ścianie. Był wolny, więc usiadłam i po woli piłam drinka. Choć w Londynie byłam dosyć popularną osobą, to nie często chodziłam na różne imprezy.Zdecydowanie wolałam iść na zakupy albo na pizze. Z tego powodu nie byłam przyzwyczajona do picia alkoholu, robiłam to chyba dopiero trzeci lub czwarty raz, ale trudno, kiedyś trzeba zacząć imprezować i to chyba jest najlepszy moment. 
Nagle zobaczyłam przeciskającą się przez tłum płaczącą dziewczynę. Miała błękitne oczy i jasnobrązowe włosy. Zostawiłam drinka na stole i zaczęłam za nią biec. Wbiegła na pierwsze piętro, a ja poszłam za nią. Były tam cztery sypialnie, dwie łazienki i jeszcze jedno jakieś pomieszczenie. Błękitnooka weszła do jednej z łazienek. Nie wiedziałam co mam zrobić, czy dać jej święty spokój, czy zapytać co się stało. Po pięciu minutach stwierdziłam, że lepiej będzie dowiedzieć się o co chodzi. Zapukałam w drzwi.
- Zostawcie mnie wszyscy w spokoju! - krzyknęła dziewczyna.
- Chcę tylko pomóc. - powiedziałam spokojnie.
- Nie chcę pomocy od żadnej jebanej przyjaciółki tych idiotów! - Denerwowała się.
- Nie wiem o jakich idiotów chodzi, ale na pewno nie jestem ich przyjaciółką, bo mieszkam tu od dzisiejszego poranka. - tłumaczyłam jej.
Kiedy dziewczyna nie odezwała się, ani słowem, miałam zamiar wrócić na dół, ale przerwał mi odgłos otwierających się drzwi. Odwróciłam się. Drzwi od toalety, w której była dziewczyna otworzyły się, więc po woli tam weszłam. Błękitnooka stała z rękami założonymi pod biustem i dalej płakała. Nagle głośno odetchnęła i spojrzała na podłogę, a potem znowu na mnie.
- Nie wiem kim jesteś i dlaczego tak bardzo chcesz mi pomóc, ale możesz spróbować. - powiedziała dziewczyna.
Spojrzałam na nią smutnym wzorkiem, po czym zamknęłam drzwi i usiadłam na kafelkach. Dziewczyna usiadła obok mnie.



- Nazywam się Emma. Przeprowadziłam się tu rano z bratem i mamą. Nie jestem pewna, czy będę umiała ci pomóc, ale spróbuję. Zresztą wolę to niż, patrzenie na tych opitych pajaców. 
Dziewczyna zaśmiała się, a ja razem z nią.
- A więc czeka cię długa opowieść. - Uśmiechnęła się przez łzy. - Jestem Nicole Price. Mieszkam tu od urodzenia. Nie jestem jakoś bardzo popularna, ale dosyć znana. W sumie to, gdyby nie to, że chodziłam z Harrym Stylesem to pewnie nikt by nie wiedział, że istnieję. Tak dla wyjaśnienia Harry to najlepszy przyjaciel Zayna, jego pewnie znasz, bo w końcu jesteś na tej imprezie.
- Tak, tak. Miałam okazje go poznać. - powiedziałam.
- Wczoraj pokłóciłam się z Zaynem. Wytknęłam mu, że nie powinien traktować wszystkich ludzi, a w szczególności jego dziewczyny jak zabawki. On na to wyśmiał mnie i zaczął wytykać wszystkie moje błędy. Dzisiaj na imprezie Harry powiedział mi, że jestem zwykłą dziwką i znudziłam mu się. Wiem, że powinnam go znienawidzić, ale nie mogę, bo cholernie go kocham. - kontynuowała dziewczyna. - Jestem również pewna, że Harry nie zrobił tego, bo mu się znudziłam, tylko zapewne Zayn mu kazał.
- Ale dupek! - Krzyknęłam. - Nie wierzę,że tak po prostu nazwał cię dziwką! Nawet jeśli ten idiota Zayn mu kazał, nie powinien go posłuchać.
- Widać, że jesteś tu nowa. - Uśmiechnęła się lekko. - Zayn Malik to największy dupek na świecie. Chodzi ze swoją dziewczyną Victorią tylko dlatego, że jest łatwa i ładna. Swoich przyjaciół ma głęboko w dupie, rozkazuje im, mówi z kim mogą być, a z kim nie. Zachowuje się jakby był jakimś królem!
- Zauważyłam to. Poznałam go rano, a tak się składa, że Victoria to moja kuzynka.
- Że co?! - Zdziwiła się, a ja zaczęłam jej opowiadać moją historię.
Zaczęłam od tego z kim jestem spokrewniona, kończąc na tym dlaczego się tu przeprowadziłam. Nie zapomniałam wspomnieć też o moim byłym chłopaku, który był dupkiem.
- Widzę, że miałaś serio ciekawe życie. -powiedziała.
- W sumie tak... - miałam kontynuować, ale spojrzałam na godzinę w telefonie.
Była już 20;57, a ja za chwilę musiałam dołączyć do grupki idiotów.
- Nicole, sorry, ale muszę już iść. Powiedziałam Vic, że będę na tym ich tajnym spotkanku, a zaczyna się za 3 minuty. - powiedziałam smutno.
- W takim razie dam ci mój numer, bo już będę się zbierać. - Uśmiechnęła się dziewczyna.
- Mam lepszy pomysł! - Uśmiechnęłam się. - Chodź ze mną. Przecież to, że zerwałaś z Harrym, nie znaczy, że nie możesz tam iść. Teraz jesteś moją przyjaciółką, a ja nie będę przystosowywać się do żadnych zasad.
- To nie jest dobry pomysł.
- Jest! - Pociągnęłam dziewczynę w stronę drzwi.
- Dobra, pójde, ale muszę umyć twarz. Widzisz jak wyglądam? - powiedziała Nicole.
Po minucie była już gotowa. Szybko udałyśmy się do pokoju Zayna. Byłyśmy troszkę spóźnione. Wszyscy siedzieli w kole, a na środku leżała pusta butelka po piwie. Oczy osób znajdujących się w pomieszczeniu skierowały się na mnie i Nicole. Wiedziałam, że to będzie ciekawa noc.
--------
Rozdział był trochę chaotyczny i beznadziejny, ale na prawdę chciałam dzisiaj już go skończyć. Mam nadzieję, że przez niego nie zrezygnujecie z czytania mojej opowieści. Bardzo dziękuję za komentarze i prawie już 400 wyświetleń. Jest to bardzo miłe. Bardzo proszę o komentowanie rozdziałów, czy będą to miłe komentarze, czy też krytykujące moją opowieść. Każdy komentarz bardzo motywuje do dalszego pisania. 
Pozdrawiam, Vivia :)

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Rozdział 4. ,,Zadzwoń ;)"

     Weszłam do domu i skierowałam się w stronę kuchni, w której znajdowała się babcia. Kiedy mnie zobaczyła uśmiechnęłam się lekko i otworzyłam lodówkę w poszukiwaniu czegoś do zjedzenia.
-  Już wróciłaś? - zapytała.
- Tak, nie najlepiej się poczułam. - skłamałam.
- Mówiąc, żebyście lepiej poszli na pizze nie kłamałam. - Uśmiechnęła się. - Mamy pustą lodówkę.
- Może pasowałoby coś kupić? - zaproponowałam.
- Mama już poszła na zakupy, ale nie wiadomo, kiedy wróci, bo miała się spotkać ze starymi znajomymi. - powiedziała babcia.
- No dobrze, jakoś wytrzymam. - Uśmiechnęłam się. - Wujek z ciocią już poszli?
- Tak, zaraz jak wyszliście. - odpowiedziała kobieta.
- Babciu, a jest tu wi-fi? - zapytałam skromnie.
- Tak, tak. - Zaśmiała się. - Wiedziałam, że bez tego nie wytrzymacie. Hasło to evansfamily123.
- Dzięki. - Uśmiechnęłam się i wyszłam z kuchni.
Miałam już wchodzić po schodach na górę, kiedy zobaczyłam dziadka, czytającego gazetę. Nie rozmawiałam z nim jeszcze dzisiaj, więc postanowiłam to nadrobić. Usiadłam obok niego na kanapie.
- Cześć. - powiedziałam, uśmiechając się.
- Cześć, wnuczusiu. - Uśmiechnął się i odłożył gazetę. - Już myślałem, że o mnie zapomniałaś.
- Nie mogłabym o tobie zapomnieć. - Uśmiechnęłam się. - Po prostu nie było okazji pogadać, bo był wujek i ciocia.
- A no racja. Jak ci się tu podoba? Zmieniło się coś? - zapytał.
- Od tamtych wakacji wiele się nie zmieniło. Tylko nareszcie jest internet! - Zaśmiałam się.
- Kiedy się dowiedzieliśmy, że tu zamieszkacie, od razu poszliśmy załatwić internet. - Uśmiechnął się. - Nawet kupiliśmy laptopa.
- Laptop to nie problem, bo mam swojego w walizce. Daniel pewnie też. - powiedziałam. - A dziadku, dalej będę w tym pokoju co zawsze?
- Tak, w końcu mówiłaś, że bardzo go lubisz.
Nie lubię, bo jest strasznie dziecinny, ale nie chcę ich urazić.
- To cieszę się. - Uśmiechnęłam się. - Czytaj sobie dalej gazetę, a ja pójdę się rozpakować.
Wstałam i weszłam na górę. Moje walizki już tam były, pewnie ktoś je wcześniej zdążył tam wnieść. Szybko rozpakowałam całą walizkę i rozejrzałam się po pokoju. Ściany jak zawsze były różowe w białe kwiatki. Wszystkie meble, wliczając w to łóżko były białe, a pościel różowa w misie. Nie lubiłam zbytnio tego pokoju, ale na prawdę dziadkom zależało, żeby mi się dobrze tu mieszkało, więc nie chciałam ich ranić. Trudno i tak nikt tu pewnie nie będzie wchodzić, bo z góry wątpię, że uda mi się tu z kimś zaprzyjaźnić.
Szybko ubrałam się w wygodne szare spodnie dresowe i krótką czarną bluzkę,po czym spięłam włosy w kucyka. Następnie usiadłam na łóżku, włączając mojego srebrnego laptopa, obklejonego naklejkami z różnymi zespołami. Przeglądałam facebooka, aż tu nagle ktoś do mnie napisał. Była to Hanna.

,, Emma, przepraszam! Wiem, że popełniłam błąd, ale on obiecywał mi, że zerwie z tobą. Nie chciałam cię zranić, ale zakochałam się i nic na to nie mogłam poradzić. Powiedziałam mu wczoraj, że nie chce go znać i obiecuję ci, że nigdy już się do niego nie odezwę. Proszę cię, Em odezwij się do mnie. Martwię się."

Kiedy przeczytałam wiadomość, nie wiedziałam co powiedzieć. Hanna na prawdę mnie zraniła, ale była moją przyjaciółką, może powinnam jej wybaczyć. Nagle dostałam kolejną wiadomość.

,, Em, widzę, że wyświetliłaś! Proszę cię, daj znać, że nic ci nie jest."

Nie umiem się zbyt długo gniewać na ludzi, więc postanowiłam jej wybaczyć. Wiem jaki jest Matt i pewnie całkowicie ją omotał, a ona nie umie odmawiać. Poza tym bardzo jej teraz potrzebowałam.

,, Zadzwoń :)" - napisałam.

Po kilku minutach z mojego telefonu zaczęła wydobywać się muzyka. Natychmiast odebrałam.
- I jak będzie? - odezwał się głos po drugiej stronie.
- Wybaczam ci, bo wiem jaki jest Matt. - odpowiedziałam.
- Dziękuję, kochana! Na prawdę tęskniłam i zrozumiałam, że popełniłam ogromny błąd. - mówiła Hanna. - Może spotkałybyśmy się? Zabrałabym cię na przeprosinową pizze.
- Niestety, Hanna, ale jest mały problem. - powiedziałam. - Wszystko ci opowiem, ale mam nadzieję, że masz darmowe minuty, bo jak nie to trochę cię to będzie kosztować.
Rozpoczęłam historię od tego, co powiedzieli mi rodzice, kończąc na irytującym chłopaku mojej kuzynki.
- Nie wierzę! - krzyknęła Hanna. - Mówiłaś, że oni nie raz się kłócą, ale nie wpadłabym na to, że się rozstaną!
- W sumie to się nie rozstali. - powiedziałam.
- A no racja, trzymam kciuki, żeby wszystko wróciło do normy, ale teraz musisz to jakoś wytrzymać. Pisz do mnie każdego dnia. - mówiła dziewczyna.
- Będę! - obiecałam.
- A ten chłopak, przystojny chociaż? - zapytała.
Przypomniałam sobie świecące, brązowe oczy Zayna, jego idealną sylwetkę i te wszystkie tatuaże  na ciele.
- Nic specjalnego. - powiedziałam, a Hanna się zaśmiała.
- Mhmmm... i tak wiem, że kłamiesz. - kontynuowała. - I pójdziesz dzisiaj na tą imprezę?
- Nie ma mowy!
- Daj spokój, może będzie tam ktoś fajny.
- Wątpię.
- Emma, sorry, ale muszę kończyć, obowiązki wzywają. Trzymaj się i idź na tą imprezę dobrze ci radzę.
- Papa, misia! - powiedziałam i rozłączyłam się.
Rozmowa z Hanną dobrze mi zrobiła. Nie chciałam jej stracić. Nie przez chłopaka. Położyłam się na łóżku i po kilku chwilach, pozwoliłam, by Morfeusz wziął mnie w swoje objęcia.
   
     Wstałam z łóżka i spojrzałam na zegarek. Była już 6;30 wieczorem. Poszłam do pokoju, który zawsze zajmuję Daniel, aby z nim porozmawiać. Nie zawiodłam się, bo chłopak był tam, grając na telefonie.
- Hej. - Usiadłam obok niego na łóżku.
- Cześć. - Odłożył grę na bok.
- Mam takie jedno, malutkie pytanko. - Uśmiechnęłam się.
- Dawaj, siostra. - powiedział.
- O której jest ta impreza u Zayna? - zapytałam.
Na ustach chłopaka zagościł uśmiech, a ja nie wierzyłam w to, że zdecydowałam się iść.
- Zaczyna się o 20. - powiedział. - Czyli jednak idziesz?
- Idę, ale to nie znaczy, że wybaczam ci, że nie stanąłeś po mojej stronie, kiedy kłóciłam się z tym palantem.
- Dobrze, dobrze siostrzyczko, nie marudź. - Zaśmiał się.
- Nie marudzę! - Zaśmiałam się. - Zamierzam tylko dobrze się bawić i może poznać kogoś nowego.
- Masz dobry humor, czy mi się wydaję? - Uśmiechnął się.
- Idealny. - Powiedziałam i puściłam oczko do chłopaka, po czym opuściłam pomieszczenie.
- No to najwyższa pora zacząć się szykować. - powiedziałam do siebie.
Stanęłam przed lustrem, a do głowy już wpadł mi pomysł na stylizację.

Godzinę później byłam już gotowa. Na dole czekała na mnie Victoria i Daniel. Pewnie zastanawiacie się, po co znowu przyszła tu Tori. Po prostu musi nas zawieźć na imprezę, bo ani ja, ani Daniel nie mamy prawka, a poza tym nie znamy drogi. Kiedy schodziłam po schodach wszyscy już mnie zobaczyli.
- Wow! - powiedziała Victoria. - Wyglądasz zniewalająco!
Wiem.
- Ty też. - Uśmiechnęłam się.
Wszyscy razem wyszliśmy z domu i ruszyliśmy w drogę.




















































------------------------
Dziękuję każdemu z osobna, kto wytrwał ten rozdział. Wiem, że nie był to jakiś genialny rozdział, ale mam nadzieję,że z czasem będzie lepiej. Jeśli przeczytaliście ten rozdział, to bardzo proszę o skomentowanie i napisanie swojej opinii dobrej lub złej :) Pozdrawiam ~Vivia



niedziela, 16 sierpnia 2015

Rozdział 3. Mała, pyskata księżniczka.

     Zdecydowanie to jest najgorszy dzień w moim życiu. Najpierw rano kłótnia rodziców, później ta akcja z Hanną i Matt'em, a teraz jeszcze wyprowadzka. Gorzej już być nie może.
- Kochanie, zrozum, że nie układa nam się najlepiej. - powiedziała spokojnie mama.
- Niszczycie naszą rodzinę, tylko dlatego, że rano się pokłóciliście?
- To nie chodzi o jedną kłótnię, Emma! Kłócimy się od dłuższego czasu,a dzisiejsza kłótnia uświadomiła nam,że powinniśmy od siebie odpocząć. - powiedział ojciec.
- Czyli nie rozwodzicie się? - uspokoiłam się.
- Nie. Po prostu przez parę miesięcy musimy przemyśleć to wszystko w samotności. - wytłumaczyła mama.
- Więc czemu ja i Daniel musimy cierpieć?! Nie możemy tu zostać z tatą, a ty sama pojedziesz do dziadków?
- Emma, koniec dyskusji. - rzekła mama. - Daniel już się pakuje, ty też powinnaś.
Obróciłam się na pięcie i zdenerwowana poszłam do swojego pokoju.

     Wstałam z łóżka i spojrzałam przez okno. Był słoneczny dzień, a ja przez chwilę zapomniałam o wczorajszych wydarzeniach. Nagle wszystko do mnie wróciło i musiałam się powstrzymać, aby nie wybuchnąć płaczem. Walizki były już spakowane, więc jedyne co musiałam zrobić to umyć się i ubrać. Po 25 minutach byłam już gotowa i schodziłam po schodach. Pożegnaliśmy się z tatą i ruszyliśmy w drogę.
Jadąc co jakiś czas z oczu płynęły mi łzy. Nie wierzyłam, że moje cudowne życie, nagle zamienia się w koszmar.



- Emma, wstawaj. - Daniel szturchał mnie w ramie.
- Co się stało? - zapytałam.
- Za 10 minut będziemy na miejscu. - wytłumaczył chłopak.
Miejsce, do którego przybyliśmy jest małym miasteczkiem, zamieszkiwanym przez ok. 6 tys osób. Urodziłam się tu, jednak od drugiego roku życia zamieszkiwałam Londyn, a do rodzinnego miasteczka przyjeżdżałam na święta lub wakacje. Dziadkowie, u których będziemy mieszkać nie są jedyną naszą rodziną tutaj. W miasteczku mieszka również brat mojej mamy z żoną i córką.
Kiedy wjechaliśmy na parking pod domem babci i dziadka, obiecałam sobie w myślach, że będę starała zachowywać się tak jak zawsze i nie przejmować się, że od Londynu dzieli mnie wiele kilometrów.
Ledwo zdążyliśmy wysiąść z samochodu i wziąć walizki,a z domu już wychodziła podekscytowana babcia.
- O, jak dobrze was widzieć! - Uśmiechnęła się kobieta.
Najpierw przywitała się z mamą, całując ją w policzki przynajmniej 5 razy. Następnie podeszła do Daniela.
- Mój kochany wnuczusiu, jak ty wyrosłeś! - Pocałowała go w policzek.
- Bez przesady babciu, tak bardzo się nie zmieniłem od tamtych wakacji. - Uśmiechnął się i pomógł zanieść walizki mamie do środka.
Zaletą mojego brata było to, że zawsze umiał się opanować i nigdy nie sprzeciwiał się rodzicom. Choć to, że przeprowadziliśmy się tutaj denerwowało Daniela, on starał się tego nie okazywać. Ja w przeciwieństwie do niego musiałam bardzo postarać się, żeby ukryć emocje.
- I moja ukochana Emma! - Przytuliła mnie babcia. - Ale ty przepięknie wyglądasz!
- Dziękuję babciu. - powiedziałam i lekko się uśmiechnęłam.
- Coś mi się wydaję, że jesteś nie w sosie, Emmo. Mam rację? - zapytała.
Mówiłam, że udawanie mi nie wychodzi.
- E tam, wydaje ci się. - Uśmiechnęłam się. - Bardzo cieszę się, że tu przyjechaliśmy.
Razem z babcią weszłyśmy do domku i skierowałyśmy w stronę salonu. Kiedy przekroczyłyśmy próg bardzo się zdziwiłam. Na kanapie siedziała moja kuzynka z wujkiem i ciocią, a na fotelu siedział dziadek. Nie spodziewałam się, że akurat dzisiaj zastane moją kochaną kuzyneczkę. Z tego co widziałam mama i brat już zdążyli się z nimi przywitać, więc teraz nadeszła moja kolej. Podeszłam do wszystkich z osobna i pocałowałam w policzek, mówiąc ciche "cześć".
- Poznajecie Victorie, prawda? - powiedziała do mnie i brata babcia.
Obydwoje skinęliśmy głową. Taką małą tajemnicą pomiędzy mną i Danielem było to,że nie trawiliśmy naszej kuzynki, bo bardzo zawsze się wywyższała. Różnicą między mną, a bratem było jednak to, że on nauczył się ja tolerować, a ja nie za bardzo.
- Dawno się nie widzieliśmy. - powiedziała ciocia. - To pewnie dlatego, że zawsze jak przyjeżdżaliście to nas jak na złość nie było.
Na szczęście...
- No już trzy lata minęły. - Uśmiechnęła się mama. - Może dzieci niech przejdą się gdzieś razem, a my sobie pogadamy.
- Masz rację, siostro. - powiedział wujek. - Vic, oprowadź Daniela i Emme po najbliższej okolicy.
- Przy okazji idźcie na jakąś pizze, bo dzisiaj raczej obiadu nie będzie. - powiedziała babcia i wręczyła nam pieniądze na jedzenie.
NIE NIE NIE!
PO PIERWSZE... Dzieci, serio?
PO DRUGIE... Victoria DURNA Evans ma nas oprowadzić po okolicy.
PO TRZECIE... Mamy dodatkowo spędzić z nią prawie cały dzień i iść z nią na pizze!
Ehhh... jak mam być spokojna, kiedy mam oddychać tym samym powietrzem z moją kuzynką?!

Wyszliśmy z domu i udaliśmy się w stronę skate parku, bo tam według Victorii najlepiej można spędzić czas. Tak poza tym nie wyobrażam sobie tej idiotki na desce albo bmx'ie.
- A więc co tam u was ciekawego słychać? - zapytała blondynka.
- W sumie to nic takiego. - Zaśmiał się Daniel. - Pewnie u ciebie dzieją się ciekawsze rzeczy.
- No nie powiem jest ciekawie. - Uśmiechnęła się Tori. - Mam chłopaka i świetnych przyjaciół, których koniecznie musicie poznać!
Nie koniecznie...
- Chętnie poznamy twoich znajomych, w końcu nie znamy tu nikogo innego oprócz ciebie, prawda Em? - powiedział Daniel.
- Tak, tak, oczywiście. - Uśmiechnęłam się fałszywie.
- Słyszałam, że będziesz chodzić ze mną do szkoły. - powiedziała do mnie Victoria.
- Co? - Zszokowałam się.
- Na prawdę nie wiesz? - Zaśmiała się swoim orangutanim śmiechem. - To szkoła artystyczna, będziesz chodziła do mojej klasy. A ty Daniel będziesz chodzić do gimnazjum w centrum miasta.
Jaka ona zorientowana we wszystkim, pff... 
Daniel i Victoria rozmawiali, kiedy ja zupełnie wyłączyłam się z rozmowy. Szłam rozmyślając o wczorajszej akcji z Matt'em. Wiem, że powinnam sobie darować, ale jednak to nie takie proste.
Kiedy przechodziliśmy koło sklepu, Victoria stwierdziła, że pójdzie kupić jakiś napój, a Daniel, któremu też chciało się pić poszedł z nią. Ja wolałam zostać na zewnątrz.
Wyjęłam z kieszeni telefon i ujrzałam kilka nieodebranych połączeń i paru wiadomości od Hanny. Chciałam jakąś przeczytać, ale nie zdążyłam, bo wpadł na mnie jakiś idiota i  oblał piwem.
- Czy ty widzisz jak chodzisz?! - Zaczęłam krzyczeć, bo ten debil zalał moją ulubioną sukienkę.
- To nie moja wina, że stanęłaś na środku chodnika! Na dodatek jesteś taka mała, że cię nie zauważyłem. - powiedział chłopak.
Teraz to mnie zdenerwowałeś, kochany. Ja ci dam mała!
- Mała?! - Wkurzyłam się. - Mam całe 165 cm!
- O jej! Jakaś ty duża! Gigant normalnie. - Zaczął śmiać się chłopak.
Nagle ze sklepu wyszła Vic z Danielem. To co się stało zdziwiło mnie jeszcze bardziej, niż wiadomości od Hanny.
- Zayn! - Victoria rzuciła się na szyję chłopaka, z którym się kłóciłam. - Widzę, że poznałeś już moją kuzynkę.
- To jest twoja kuzynka? Ta super dziewczyna, która ma chodzić z nami do szkoły? - Zdziwił się chłopak.
- Tak to ona! Nazywa się Emma, a to jej brat Daniel. - Uśmiechnęła się dziewczyna.
Olewając słowa Victorii, Zayn dalej mówił.
- Chyba za dobrze ją oceniłaś, bo super to ona nie jest. Jest małą, pyskatą księżniczką!
Odchrząknęłam i kontynuowałam kłótnię.
- Odezwał się ślepy wielkolud!
- Vic dołączasz do nas? Jesteśmy w skate parku, a później idziemy na imprezę do mnie do domu. - Zignorował mnie chłopak i zaczął rozmawiać z Victorią.
- Daniel, trzymaj mnie. - Szepnęłam do brata.
- Cicho, nie rób już nam problemów. - odszeptał.
- Ja robię problemy? To on zalał moją sukienkę piwem. - Zdenerwowałam się, ale dalej mówiłam cicho.
Victoria po rozmowie w dwoje oczu z chłopakiem, powiedziała:
- Idziecie na imprezę do mojego Zaynusia? - zapytała.
- Mi pasuje. - Uśmiechnął się Daniel, a ja pokiwałam przecząco głową.
- Daj spokój, Emma. Fajnie będzie. - Namawiała mnie kuzynka.
- Wątpię, że z tym człowiekiem cokolwiek może być fajne. - Wskazałam na Zayna. - A teraz przepraszam, ale wracam do domu.
- Trafisz? - zapytał Daniel.
Zignorowałam jego pytanie i starałam się odtworzyć drogę powrotną. Udało mi się to znakomicie, bo po 20 minutach już byłam pod domem dziadków, a teraz także i moim.
----------------------
Jeśli ktokolwiek to czyta, to serdecznie dziękuję! Jest to moje pierwsze fanfiction, które piszę, więc nie jestem w tym najlepsza. Mam nadzieję, że jednak wam się spodoba. Jeśli przeczytałeś/aś ten rozdział, to bardzo prosiłabym o skomentowanie i wyrażenie opinii dobrej lub złej. Bardzo chętnie posłucham co mogę zmienić, żeby opowiadanie było lepsze. Następny rozdział pojawi się za pare dni :)

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Rozdział 2. To jest XXI wiek!

     Moje urodziny dalej trwały, a ja byłam wykończona po składaniu życzeń. Szybko uciekłam do swojego pokoju, aby chociaż na chwilę oderwać się od tłumu ludzi. W moim domu było około 70 osób, a moja sypialnia była jedynym miejscem, gdzie nie powinno być nikogo. Otworzyłam drzwi od pokoju i doznałam szoku. Nie uwierzyłam w to co widziałam. Na moim łóżku obściskiwał się mój chłopak z moją przyjaciółką. Stałam z otwartą buzią, patrząc na nich i nie dowierzając w to co się właśnie dzieje.
- Czy mogę dowiedzieć się o co tu do cholery jasnej chodzi?! - zapytałam.
Moje zdziwienie,które towarzyszyło mi od wejścia do środka, teraz przerodziło się w zdenerwowanie i wściekłość.
- Jezu, Em, jak dobrze, że przyszłaś. Ta wariatka Hanna rzuciła się na mnie. - Matt wstał z łóżka i zaczął się tłumaczyć.
- Że co?! - zdenerwowała się Hanna. - Przecież to ty zacząłeś! A poza tym obiecałeś, że rozstaniesz się z Emmą!
Łzy cisnęły mi się do oczów, a ja nie mogłam ich powstrzymać. Kiedy jedna z nich sunęła się po moim policzku, szybko ją wytarłam i przemówiłam do mojej "przyjaciółki".
- Wyjdź stąd Hanna.
- Ale jak to?! Czemu mi nie wierzysz to on chciał ze mną być, a ja po prostu się zgodziłam. - tłumaczyła się dziewczyna.
- Wyjdź, bo zaraz stracę cierpliwość. - Pokazałam jej palcem drzwi. - Później pogadamy.
- Mam tylko nadzieję, że on nie zwali całej winy na mnie. - Hanna wyszła z pomieszczenia.
Usiadłam na łóżku i wytarłam kolejny spływające po mojej twarzy łzy. Czułam na sobie wzrok Matt'a, który stał przede mną.
- Co masz mi do powiedzenia? - Zapytałam spokojnie, spoglądając na niego.
- Emma, przecież jej nie wierzysz ona nigdy cię nie lubiła, tylko udawała twoją przyjaciółkę! - kłamał chłopak.
- Matt, daj spokój i powiedz prawdę.
- Chcesz znać prawdę?
Skinęłam głową, a jego twarz przybrała minę, którą zawsze robił, gdy miał zamiar rozpocząć kłótnię.
- Jesteś dla mnie niesprawiedliwa Emma! - zaczął. - Zawsze liczysz się tylko ty. Muszę się pod ciebie dostosowywać, odkąd jestem z tobą nie mam  nawet czasu dla swoich przyjaciół! Jestem na każde twoje skinienie, za to ty zawsze wymigujesz się, kiedy chcę, żeby między nami doszło w końcu do czegoś większego!
- A więc dlatego, że nie chcę się z tobą pieprzyć, ty robisz to z kimś innym?! Jesteś pojebany! - Zdenerwowałam się jeszcze bardziej.
- Każdy chłopak potrzebuje seksu! To jest XXI wiek, więc przygotuj się na to, że z kimkolwiek byś nie była, będzie chciał tylko jednego!
- Po prostu nie wierzę! - wybełkotałam.
- To uwierz! A poza tym, gdybyś nie była ładna, to bym nawet na ciebie nie spojrzał.
Wszystkie złe emocje jednocześnie rozrywały mnie od środka. Czułam, że zaraz wybuchnę. Wstałam z łóżka i popchnęłam Matt'a na podłogę. Następnie wbiegłam do łazienki, zamknęłam drzwi na zamek i skuliłam się na podłodze. Płakałam jak nigdy dotąd. Zawsze myślałam, że Matt kocha mnie za to jaka jestem, a nie za to jak wyglądam. W dodatku chodziło mu tylko o ten jebany seks! To prawda, boję się tego zrobić, ale to nie znaczy, że on ma robić to z kimś innym, bo nie oszukujmy się, gdybym nie weszła do pokoju to za parę chwil Hanna i Matt bawiliby się wspaniale. Ehh... od tego wszystkiego tylko rozbolała mnie głowa.
     Po piętnastu minutach siedzenia w łazience, usłyszałam pukanie do drzwi.
- Kto tam? - Zapytałam, wycierając łzy.
- Daniel, siostrzyczko.
Otworzyłam drzwi i rzuciłam się w ramiona brata.
- Co się stało, skarbie? - zapytał. - Zaraz będzie krojony tort, Hanna wszędzie cię szuka, a Matt przed chwilą wyszedł bardzo zdenerwowany.
Poszliśmy do mojej sypialni i opowiedziałam mu co się wydarzyło. Oczywiście nie wyznałam mu całej prawdy. Powiedziałam tylko, że zastałam ich jak się całowali, a Matt wytłumaczył mi, że był ze mną tylko dlatego, że byłam ładna.
- Wpieprzę mu. - powiedział mój brat, kiedy skończyłam opowieść.
- Daniel, nie wpakuj się w kłopoty. - odpowiedziałam. - Mógłbyś powiedzieć wszystkim, że źle się poczułam i najlepiej niech zakończą imprezę?
- Nie ma sprawy. - Pocałował mnie w czoło i poszedł do salonu.
Położyłam się na łóżku i włączyłam muzykę na mp4.
     - Emma, kochanie. - Poczułam rękę na ramieniu.
Kiedy otworzyłam oczy okazało się, że zasnęłam. W domu panowała całkowita cisza, a obok mnie siedziała moja mama.
- Coś się stało? Spałam? - zapytałam.
- Tak, skarbie zasnęłaś. Wszyscy po tym jak zjedli torta wyszli. - wytłumaczyła mi rodzicielka. - Jak się czujesz?
- Lepiej. - odpowiedziałam.
- W takim razie zejdź na chwilę do salonu, ja i tata chcielibyśmy z tobą porozmawiać. - Poprosiła mama i wyszła.
Byłam zdziwiona, że mama poprosiła mnie o rozmowę. Wystraszyłam się, że Daniel powiedział rodzicom o wszystkim, jednak po chwili wyrzuciłam ten pomysł z mojej głowy, gdyż mój brat nigdy nie wygadywał moich tajemnic. Przygnębiona sprawą z Matt'em zeszłam na dół, gdzie ujrzałam moich rodziców siedzących na kanapie. Wyglądali cholernie poważnie. Stanęłam na przeciwko nich i zapytałam o co chodzi.
- A więc tak... od czego by tu zacząć. - zaczęła mama. - Ja i tata postanowiliśmy odpocząć od siebie.
- Więc ty wraz z bratem i mamą wyjeżdżacie do dziadków. - dodał tata.
- Że co?! - zapytałam zszokowana.


czwartek, 6 sierpnia 2015

Rozdział 1

     Nadszedł kolejny dzień mojego bajkowego życia. Jednak to nie był byle jaki dzień, to był długo oczekiwany przeze mnie dzień, dzień moich urodzin. Uradowana tym świętem udałam się do jadalni, gdzie spodziewałam się wesołego śpiewania urodzinowej pieśni. Niestety wchodząc do pomieszczenia, bardzo się rozczarowałam.
- Co ty sobie myślisz?! Ja haruję jak wół, a ty tylko latasz po sklepach i wydajesz pieniądze na te bzdety! - krzyczał mój ojciec.
- BZDETY?! - Zdenerwowała się mama. - Co wolałbyś, żebym wyglądała jak inne matki? Była zaniedbana i chodziła przez tydzień w tych samych ubraniach?
- Nie dramatyzuj kobieto, bo psujesz mi humor od rana! - odpowiedział ojciec.
Ze łzami w oczach stałam we framudze drzwi i czekałam, aż ktokolwiek mnie zauważy. Nasza rodzina z pozoru była wspaniała, niestety w rzeczywistości było inaczej. Rodzice jeszcze kilka tygodni temu kłócili się tak, żebyśmy (ja i mój brat) tego nie słyszeli, a teraz to się zmieniło. Nie zwracają uwagi na to, kto ich obserwuje, ani gdzie są. Potrafią się pokłócić nawet w centrum miasta. Jednak w naszej dzielnicy wszyscy myślą, że jesteśmy najlepszą rodziną w mieście i powinniśmy dawać przykład innym.
Po kolejnych wymianach zdań między moimi rodzicami, tata spojrzał w moim kierunku.
- Przepraszam córeczko. - powiedział. - Nie wiedzieliśmy, że już wstałaś.
Przejęta tą całą sytuacją, zupełnie zapomniałam o tym, że mam urodziny. Wpatrywałam się przez minutę w okno, po czym powiedziałam, że nic się nie stało i zabrałam się za jedzenie płatków z mlekiem, które już był uszykowane.
- Daniel już wyszedł? - zapytałam spokojnie.
- Poszedł do kolegi przed szkołą. Chcieli się razem pouczyć. - wytłumaczyła mama.
Hahaha! A kolega ma na imię Lydia.
     Od razu po zjedzeniu śniadania udałam się do szkoły. Przy wejściu ujrzałam mojego przystojnego chłopaka Matt'a.
- Hej! - Pocałowałam go w policzek.
- Wszystkiego Najlepszego, kochanie! - Wyjął zza pleców moje ulubione czekoladki i wręczył mi je.
- Co ty chcesz mnie roztyć? - Zaśmiałam się, a on nic nie mówiąc pocałował mnie.
Matt miał blond włosy i błękitne oczy, a kiedy się uśmiechał, jego białe zęby, aż raziły w oczy.
- Co teraz masz? - zapytałam.
- WF, a ty kochanie?
- Angielski z czarownicą. - Zmarszczyłam czoło. - Pewnie znowu będzie się czepiać, tego jak się ubrałam.
- E tam, nie przejmuj się nią. Mi się bardzo podobasz. - Uśmiechnął się, ukazując swoje białe jak śnieg zęby.
Po kilku sekundach rozbrzmiał dźwięk dzwonka i korytarzami zaczęło przemieszczać się mnóstwo osób. Mało co, a by mnie staranowali.
Kiedy weszłam do klasy minimalnie spóźniona (no co, przecież musiałam poprawić makijaż w toalecie), pani Smith (tak jak się domyśliłam wcześniej) musiała skomentować chamsko mój strój.
- No, popatrzcie! Panienka Carter zaszczyciła nas swoją obecnością na lekcji. - Uśmiechnęła się ironicznie, po czym spojrzała na moje białe buty. - Nie przesadziłaś troszeczkę z tymi butami? Inne dziewczyny chodzą w obuwiu na płaskim obcasie.
 

- Takie osoby jak ja muszą się wyróżniać. - Mrugnęłam do niej i usiadłam obok mojej przyjaciółki Hanny.
- Wszystkiego najlepszego, misia. - szepnęła do mnie przyjaciółka.
- Dziękuje, skarbie. - Uśmiechnęłam się.
     Zmęczona lekcjami, na których nic się nie działo weszłam do domu. Przechodząc przez salon natknęłam się na mojego brata.
- Siema, siostra! Wszystkiego najlepszego. - powiedział Daniel.
- Dziękuję, braciszku.
- Szykuję się pewnie jakaś impra, hmm? - Mrugnął do mnie, a ja smutnie pokręciłam głową.
- Próbowałam wyciągnąć kilka osób ze szkoły do Euphorii, ale wszyscy odmówili.
- W takim razie zabieram cię na pizzę. - Uśmiechnął się i wstał z kanapy.
- Kiedy? - zapytałam.
- Już. Ruszaj swoją piękna pupcię i ruszamy. - Zaśmiał się i pociągnął mnie za rękę do wyjścia.
     Nasze wyjście okazało się świetne. Dawniej bardzo często spędzałam czas z moim rok młodszym bratem, a teraz już prawie w ogóle nie rozmawiamy. Czasami chciałabym się cofnąć w czasie, ale niestety jest to nie wykonalne. Weszliśmy do domu. Było zupełnie ciemno.
- Rodzice jeszcze nie wrócili? - zapytałam.
- Najwidoczniej nie. - odpowiedział Daniel.
Udaliśmy się do salonu, aby obejrzeć coś w telewizji, a tu nagle światło się zapala i wszyscy krzyczą "WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO, EMMA!"
- Jejku, dziękuję! - powiedziałam, po czym szepłam do brata. - Wiedziałeś?
On tylko kiwnął głową i uśmiechnął się. Byłam taka szczęśliwa w tamtym momencie i zupełnie nie wyobrażałam sobie, że za pare godzin wszystko się zmieni.
 

środa, 5 sierpnia 2015

Prolog

     Kiedy byłam mała, mama czytała mi bajki o księżniczkach. Od tamtego czasu postanowiłam, że będę księżniczką. Taaak, to wydaję się strasznie głupie i niemożliwe, jednak jest zupełnie inaczej. Choć 7 czerwca skończę szesnaście lat, żyję jak jedna z tych bajkowych księżniczek. Mam ogromny dom, z pozoru wspaniałą rodzinę, mnóstwo pieniędzy, dobrych przyjaciół oraz cudownego chłopaka. W domu oczywiście nic nie muszę robić, gdyż sprząta moja mama i brat, a od czasu do czasu przychodzi sprzątaczka. Jestem najpopularniejszą dziewczyną w szkolę, a oprócz tego świetnie śpiewam i tańczę. Czyż nie żyję jak w bajce? Otóż już nie, ponieważ w dzień moich urodzin wszystko się popsuło.