- Co ty sobie myślisz?! Ja haruję jak wół, a ty tylko latasz po sklepach i wydajesz pieniądze na te bzdety! - krzyczał mój ojciec.
- BZDETY?! - Zdenerwowała się mama. - Co wolałbyś, żebym wyglądała jak inne matki? Była zaniedbana i chodziła przez tydzień w tych samych ubraniach?
- Nie dramatyzuj kobieto, bo psujesz mi humor od rana! - odpowiedział ojciec.
Ze łzami w oczach stałam we framudze drzwi i czekałam, aż ktokolwiek mnie zauważy. Nasza rodzina z pozoru była wspaniała, niestety w rzeczywistości było inaczej. Rodzice jeszcze kilka tygodni temu kłócili się tak, żebyśmy (ja i mój brat) tego nie słyszeli, a teraz to się zmieniło. Nie zwracają uwagi na to, kto ich obserwuje, ani gdzie są. Potrafią się pokłócić nawet w centrum miasta. Jednak w naszej dzielnicy wszyscy myślą, że jesteśmy najlepszą rodziną w mieście i powinniśmy dawać przykład innym.
Po kolejnych wymianach zdań między moimi rodzicami, tata spojrzał w moim kierunku.
- Przepraszam córeczko. - powiedział. - Nie wiedzieliśmy, że już wstałaś.
Przejęta tą całą sytuacją, zupełnie zapomniałam o tym, że mam urodziny. Wpatrywałam się przez minutę w okno, po czym powiedziałam, że nic się nie stało i zabrałam się za jedzenie płatków z mlekiem, które już był uszykowane.
- Daniel już wyszedł? - zapytałam spokojnie.
- Poszedł do kolegi przed szkołą. Chcieli się razem pouczyć. - wytłumaczyła mama.
Hahaha! A kolega ma na imię Lydia.
Od razu po zjedzeniu śniadania udałam się do szkoły. Przy wejściu ujrzałam mojego przystojnego chłopaka Matt'a.
- Hej! - Pocałowałam go w policzek.
- Wszystkiego Najlepszego, kochanie! - Wyjął zza pleców moje ulubione czekoladki i wręczył mi je.
- Co ty chcesz mnie roztyć? - Zaśmiałam się, a on nic nie mówiąc pocałował mnie.
Matt miał blond włosy i błękitne oczy, a kiedy się uśmiechał, jego białe zęby, aż raziły w oczy.
- Co teraz masz? - zapytałam.
- WF, a ty kochanie?
- Angielski z czarownicą. - Zmarszczyłam czoło. - Pewnie znowu będzie się czepiać, tego jak się ubrałam.
- E tam, nie przejmuj się nią. Mi się bardzo podobasz. - Uśmiechnął się, ukazując swoje białe jak śnieg zęby.
Po kilku sekundach rozbrzmiał dźwięk dzwonka i korytarzami zaczęło przemieszczać się mnóstwo osób. Mało co, a by mnie staranowali.
Kiedy weszłam do klasy minimalnie spóźniona (no co, przecież musiałam poprawić makijaż w toalecie), pani Smith (tak jak się domyśliłam wcześniej) musiała skomentować chamsko mój strój.
- No, popatrzcie! Panienka Carter zaszczyciła nas swoją obecnością na lekcji. - Uśmiechnęła się ironicznie, po czym spojrzała na moje białe buty. - Nie przesadziłaś troszeczkę z tymi butami? Inne dziewczyny chodzą w obuwiu na płaskim obcasie.
- Takie osoby jak ja muszą się wyróżniać. - Mrugnęłam do niej i usiadłam obok mojej przyjaciółki Hanny.
- Wszystkiego najlepszego, misia. - szepnęła do mnie przyjaciółka.
- Dziękuje, skarbie. - Uśmiechnęłam się.
Zmęczona lekcjami, na których nic się nie działo weszłam do domu. Przechodząc przez salon natknęłam się na mojego brata.
- Siema, siostra! Wszystkiego najlepszego. - powiedział Daniel.
- Dziękuję, braciszku.
- Szykuję się pewnie jakaś impra, hmm? - Mrugnął do mnie, a ja smutnie pokręciłam głową.
- Próbowałam wyciągnąć kilka osób ze szkoły do Euphorii, ale wszyscy odmówili.
- W takim razie zabieram cię na pizzę. - Uśmiechnął się i wstał z kanapy.
- Kiedy? - zapytałam.
- Już. Ruszaj swoją piękna pupcię i ruszamy. - Zaśmiał się i pociągnął mnie za rękę do wyjścia.
Nasze wyjście okazało się świetne. Dawniej bardzo często spędzałam czas z moim rok młodszym bratem, a teraz już prawie w ogóle nie rozmawiamy. Czasami chciałabym się cofnąć w czasie, ale niestety jest to nie wykonalne. Weszliśmy do domu. Było zupełnie ciemno.
- Rodzice jeszcze nie wrócili? - zapytałam.
- Najwidoczniej nie. - odpowiedział Daniel.
Udaliśmy się do salonu, aby obejrzeć coś w telewizji, a tu nagle światło się zapala i wszyscy krzyczą "WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO, EMMA!"
- Jejku, dziękuję! - powiedziałam, po czym szepłam do brata. - Wiedziałeś?
On tylko kiwnął głową i uśmiechnął się. Byłam taka szczęśliwa w tamtym momencie i zupełnie nie wyobrażałam sobie, że za pare godzin wszystko się zmieni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz